piątek, 10 sierpnia 2012

NIEKIEPSKI WALDEK


Mój tato to bardzo spokojny i opanowany człowiek. Jest dokładny, punktualny i rzadko pozwala sobie odstąpić od przyzwyczajeń. Odkąd pamiętam jada obiad o czternastej. Jak pracował w systemie dwuzmianowym obiad w domu był albo za piętnaście druga albo piętnaście po. Dzięki tej regularności posiłków, pomimo braku aktywności fizycznej ciągle ma szczupła sylwetkę. Czyta prawie wszystko, co wpadnie mu w ręce. Zdarzyły mu się w życiu może dwie książki, które odłożył w połowie, resztę czyta do końca. Od dziecka nie znosiłem czytać i usiłował mnie tym zarazić. Nie chciałem czytać nawet lektur. Zmusił mnie kiedyś do czytania Krzyżaków i przy pierwszym zdaniu zacząłem mu zadawać pytania:
- W Tyńcu, w gospodzie "Pod Lutym Turem", Tato, co to jest Tyniec?
- czytaj, to się dowiesz
- a gospoda?
- knajpa
- a Luty Tur?
- oddaj to, przeczytaj streszczenie.
Po maturze wszedł do mnie do pokoju i zobaczył, że czytam Pana Tadeusza, popukał się w czoło. Widać musiałem sam dojrzeć do tego, jak fajną zabawą są książki.
Ojciec ma wszędzie porządek. Każdy dokument, umowę potrafi znaleźć w jednej chwili. Jak jest dyskusja o ocenach wyciąga z szuflady właściwe świadectwo moje albo mojej siostry z jakiejkolwiek szkoły czy klasy, swoje też. W portfelu ma tak poukładane, że nie tylko banknoty są nominałem w jedna stronę, ale nawet wysypane na rękę monety. Zna na pamięć program telewizyjny i ogląda wszystkie dziedziny sportu. Najbardziej lubi snookera, jak dzwonie i pytam matki­: - co robi Ojciec? ogląda kulki. Siedzi nieruchomo na swoim fotelu i musi tylko kilka razy dziennie unieść stopy jak matka jedzie z mopem. Na stanowisku ma wszystko, co jest niezbędne: pilot, papierosy, popielniczka, książka i wykałaczka. Dwa razy dziennie wstaje i wychodzi z psem, zawsze spacerują tą samą trasą. Co kilka miesięcy musi przesiąść się na kanapę, bo Zdzisława uważa, że wysiedzi miejsce i będzie nierówno. Włosy obcina mu Ona, dlatego nie musi chodzić do fryzjera, przycina tylko wąsy. Kiedy jeszcze wstawał do pracy bardzo wcześnie zawsze miał tak ułożone ubranie, że światło zapalał dopiero w kuchni. Spodnie, koszula, skarpetki były dokładnie na swoim miejscu i ubierał się po ciemku. Raz z siostrą wywinęliśmy mu koszulę na lewą stronę i nawet nie zauważył, nie wiemy jak pozapinał guziki i wyszedł. Matka też lubiła go z tym drażnić i czasami wiązała mu supeł na spodniach, albo przestawiała buty. W słowach gdzie występują litery S i SZ wymawia dwa SZ: szpszęt, szuszarka, denerwuje się, kiedy się z tego śmiejemy. Kiedy zaczyna kichać robi to siedem albo jedenaście razy, nigdy inaczej. Jak byliśmy mali to liczyliśmy, kiedy kichał i ktoś zawsze krzyczał KONIEC!.
Zdarzyły się kiedyś takie święta, że ja i siostra byliśmy chorzy i ze święconka musiał iść Ojciec. Poszedł do kościoła i wrócił z innym koszykiem. Kiedy zobaczyła to Zdzisława:
- Waldek idź to odnieś
- a co to za różnica, w każdym jest to samo
- ale to nie nasz!.
Jak wrócił do kościoła, czekał na niego facet z naszym koszykiem.
Prężnie działał w Solidarności, przez co na rodzinnych imprezach były sprzeczki, bo mój dziadek a ojciec Ojca miał zgoła inne upodobania polityczne. W naszym domu hołubiło się Wałęsę, u dziadka Urbana. Kiedy przy wigilii rozmowa schodziła na politykę, Ojciec zażarcie bronił swoich racji a Zdzisława kazała nam się ubierać, brała go pod rękę i mówiła – dziękujemy, dobranoc. Sama całe życie głosowała tak jak On, z wyjątkiem ostatnich wyborów, kiedy dała się przekonać młodszej części rodziny do Palikota. Odkąd Solidarność zmieniła się w PIS, ojciec przestał temu kibicować. Chyba jest mu przykro, że ideały, o jakie kiedyś walczył legły w gruzach. Kiedy pierwszy raz zagłosował na Kwaśniewskiego nie kazał o tym wspominać przy stole. Nigdy ślepo nikogo nie wspierał, ma dystans, dzięki któremu można go przekonać do wielu racji, na razie pracuje nad tym, żeby zniechęcić go do PO. Dzięki jego działalności w Związku pojechałem na obóz, na którym wygrałem konkurs i wyjazd na kolejny, na Ukrainę. Większość sąsiadów, która Solidarność miała w głębokim poważaniu pozapisywała się, żeby też wysłać swoje dzieci.
Umie dobrze gotować, ale się do tego nie pali. Kiedy nie ma Matki je najpierw ugotowany przez Nią gulasz, na wszystkie sposoby. Jednego dnia z kaszą innego z ziemniakami. Jak gulasz się kończy ma pełną lodówkę suszonej kiełbasy. Zmuszony, robi bardzo dobre spaghetti. Nie przyznaje się nigdy, że umie się wzruszać, chyba tylko trzy razy widziałem jak płacze, z czego raz ze śmiechu. Nabijaliśmy się z Matki jak oglądała Zerwane Więzi i zanosiła się od płaczu, jak się zorientowała, że my płaczemy z Niej, dostaliśmy ścierą.
Wielka pasją Ojca jest wędkowanie. Ma mnóstwo niezbędnego sprzętu, umiejętności i talentu chyba też, bo nierzadko przywozi piękne okazy. Ogromna cierpliwość pozwala mu bardzo długo wytrzymać nad wodą wpatrując się w te sygnalizatory. Innych trafiłby szlag, On lubi. Z wyjazdami na ryby wiąże się wiele historii. Ostatnio nad wodę jeździ ze swoim sąsiadem Jeżykiem. Rzeczony Jeżyk posiada skuter. Ojciec jest wysoki i szczupły, jego kolega niski i krępy, co wygląda bardzo komicznie, zwłaszcza jak mają ze sobą potrzebne oprzyrządowanie. Moja matka, która gwiżdże na ryby, zarówno na sport jak i na zwierzątka zawsze schodzi go pożegnać przed blok i się śmieje, ale ma zakaz fotografowania, dlatego jest jedną z niewielu jakim dane było zobaczyć jak wyruszają spod domu. Wiosną tego roku po przejechaniu sporego kawałka skuter odmówił posłuszeństwa. Wezwano mojego Szwagra, który pojechał po nich samochodem. Ojciec i Przemek wraz z akcesoriami do wędkowania poszli do samochodu, Jeżyk zasiadł na holowanym skuterze. Ojciec zachwycony nowym samochodem zagadywał kierowcę tak skutecznie, że zapomnieli o holowanym Jeżyku. Rozpędzili się tak znacząco, że oddalony od nich skuterek nie dawał się opanować. Prowadzący go Jeżyk nie mógł sięgnąć telefonu, żeby dać znać a krzyczeć mógł do woli, bo okna mieli zamknięte. Przypomnieli sobie o Nim na jakimś skrzyżowaniu.
Tato nie przepada za imprezami, szybko się nudzi. Moja matka za to uwielbia, żeby nie psuć jej zabawy wychodzi zawsze po angielsku. Kiedy uzna, że ma już dość a widzi, że Ona dobrze się bawi – jedzie do domu. Było kilka takich wesel, gdzie wszyscy go szukali a On już smacznie spał w domu. Pytany przez Matkę, dlaczego wyszedł i nic nie powiedział mówi: - dobrze się bawiłaś, co Ci miałem zawracać głowę?. Nie ma takiego stanu upojenia, żeby Ojciec położył się nie myjąc nóg, zdarzyło się, że umył dwa razy jedną, ale nigdy nie położył się prosto po imprezie. W ogóle są bardzo dobranym małżeństwem. Każde z nich odpowiada za inne rzeczy. Zdzisława załatwia wszystkie wyjazdy, remonty a Ojciec dopina szczegółów. Kiedy jeździliśmy jeszcze na wczasy z zakładu Taty wszyscy z Kard znali matkę, nie wiem czy jego ktoś tam kiedykolwiek widział, chodziła tam w Jego imieniu. Ich podróże samochodem też są wyjątkowe. Pewnego razu pojechali do kina, pod którym stało kilka koleżanek Matki. Ojciec wysiadł z samochodu, obszedł i otworzył jej drzwi. Koleżanki zachwycały się, jak to On Ją szanuje po tylu latach razem. Nie wiedziały jednak, że w tym samochodzie od strony pasażera nie ma klamki, jak jeździł ze mną też musiał obchodzić, matka koleżanek jednak z błędu nie wyprowadziła. Innym jeszcze samochodem pojechali do Szczecina i samochód przed końcem drogi zaczął się palić. Ludzie z samochodów jadących z naprzeciwka zaczęli do nich machać i migać światłami, na co zachwycona Zdzisława odmachiwała mówiąc, jaka to kultura jest teraz na drodze. Przy innej podróży do Szczecina gdzieś po drodze wyprzedzaliśmy kondukt pogrzebowy. Zdzisława myślała, że Ojciec źle jedzie i pociągnęła mu za kierownicę, mocno szarpnęło autem i o mało w tych ludzi nie wjechał. Ze stoickim spokojem przejechał jakiś kilometr, zatrzymał się, obszedł i otworzył Jej drzwi – wysiadaj. Grzecznie wyskoczyła, bo wiedziała, że nie ma żartów. Wsiadł do samochodu i ruszył dalej, ja siedziałem z tyłu i czytałem gazetę, wiedziałem, że lepiej się teraz nie odzywać. Przejechał spory kawałek, zawrócił i zobaczyliśmy jak Zdzisława maszeruje brzegiem autostrady z torebką. Podjechał, otworzył okno: - nigdy więcej tak nie rób. Ona za to otworzyła tylne drzwi i kazała mi usiąść z przodu, do końca podróży udawała, że czyta moje Brawo. Tak naprawdę te ich różne charaktery jakoś do siebie pasują, bo wszystkiemu razem potrafią sprostać. Wielką przyjemność mam zawsze jak patrzę, kiedy razem tańczą. Mają wypracowany przez lata swój krok i nigdy się nie podepczą. Ojciec ma też swój „ruch”, taki zaczerpnięty chyba z twista, bo wykręca nogi a ręce układa w iksy, nie umiem tego opisać, ale jak tańczy w swoim stylu oznacza, że bardzo dobrze się bawi.
Ze mną też nie miał łatwo. Usiłował całe moje dzieciństwo zachęcić mnie do jakiegoś hobby. Była filatelistyka i numizmatyka a nawet piłka nożna. Klasery ze znaczkami i monetami gdzieś opchnąłem, co wypomina mi do dziś, bo były tam wartościowe okazy a poszły za bezcen, chyba na lody i andruty. Piłkę do nogi kupił mi bardzo drogą i wysłał z nią na boisko. Ja dałem ją do grania chłopakom, bo w tym czasie bawiłem się „w dom” na kocu z koleżankami i tę piłkę mi ukradli. Co niedziela zabierał mnie na boksy, albo mecz. Nie lubiłem jak się na tym ringu leją po mordach do krwi, ale chodziłem, bo tam były najdłuższe schody w Kaliszu, na których Ojciec pozwalał mi zjeżdżać na dupie. Na meczach nawet mi się podobało do momentu aż jeden z piłkarzy kopnął w widownie i dostałem w głowę. Trzeba mieć farta, żeby zostać trafionym z całej publiczności, zemdlałem na chwile i jak mnie Ojciec ocucił zapytałem: - Tata, a mam takie gwiazdki nad głową?. Wracając szliśmy z całym tłumem do piwiarni i ojciec pił duże z sokiem a mi kupował prażone kratki. Za każdym razem mówił mi jak wielką przyjemność sprawia mu piana z piwa na wąsach. Nie przekonam się nigdy o tym, bo mam zarost w trzech kolorach i bardzo rzadki, jakbym zapuścił wąsy wyglądałbym jak nieopierzony kurczak.
Kiedy ktoś z bloku miał ślub pod naszymi drzwiami ustawiała się kolejka, bo tylko Ojciec umiał wiązać krawat. Zdenerwował się w końcu na te wizyty i nauczył mnie. Odtąd, jak matka otwierała drzwi i widziała sąsiada z krawatem w ręce mówiła: - Waldka nie ma, ale Kuba jest. Ojciec siedział spokojnie u siebie. Do dziś jednak jak jestem w domu to Tata wiąże mój krawat, robi to staranniej.
Miał oryginalny pomysł na wychowanie mnie i Izki. Od początku uwierzył w naszą inteligencje i nigdy nie kontrolował. Nie znaczy to, że miał w nosie naszą edukację. Można było ze wszystkim do Niego przyjść i poprosić o pomoc, sam natomiast nigdy nie sprawdzał mi zeszytów. Mogłem wrócić ze szkoły i iść na podwórko, nie pytał czy zrobiłem pracę domową, sam wiedziałem, że muszę to zrobić. Podobnie było z paleniem papierosów, całe życie pali, więc nie wmawiał nam, jakie to zło. Powtarzał, że jak którekolwiek zacznie palić, mamy przyjść i powiedzieć a nie ćmić po bramach. Miałem chyba dziewiętnaście lat jak szedłem z Nim i powiedziałem, że pale. Usiadł na przystanku, wyjął fajki i mówi – zapal, ja wyjąłem swoje – zapal mojego. Powiedział mi, że był pewien, że nigdy nie zapale, bo że Izka będzie paliła wiedział.
Pozwalał mi na wszystko, miałem fantastyczne dzieciństwo. Jak jechali z Matką na wesele do mojej kuzynki to umyłem samochód i ojciec powiedział, żebym zawiązał jakąś wstążkę na antenie. Ja wziąłem z domu wszystkie taśmy, balony i kokardki i ubrałem cały samochód, nawet felgi miały wstążki. Pojechaliśmy takim samochodem do kościoła, tylko po to, żeby sprawić mi frajdę, nawet para młoda miała mniej ozdób na samochodzie. Kiedy wymyśliłem, że zrobię sobie tatuaż powiedziałem Zdzisławie:
- Mamo jutro idę zrobić sobie tatuaż
- nie zgadzam się
- ale ja Cie nie pytam, tylko informuje
- idź to powiedz Ojcu
- Tato jutro idę zrobić tatuaż
- ja w twoim wieku też chciałem, ale mi matka nie kazała.

Zawsze szukała u Ojca poparcia a On zazwyczaj na wszystko nam pozwalał, to znaczy mnie, Izka miała przerąbane.
To Ojciec zachęcił mnie do oddawania krwi, bo sam robi to całe życie. Ja za to chciałem, żeby ze mną biegał, ale robił przystanki na papierosa. Pierwszy raz napił się ze mną alkoholu jak urodziła się moja siostrzenica. Wpadł do domu taki szczęśliwy, że nalał dwie lufy i wychylił ze mną, miałem piętnaście lat.
Jak byłem mały i Matka mnie kąpała nie lubiłem jak mi piana leciała po twarzy. Ojciec zawsze stał z boku i na moje okrzyki: - ścierkę, ścierkę, wycierał mnie ręcznikiem.
Przez trzy lata z rzędu łamałem rękę w pierwszy dzień wakacji, czwartego roku nie pozwolił mi wyjść na rower przez dwa pierwsze dni wakacji i skończyły się kontuzje.
Kiedy dzieci mojej siostry były jeszcze bardzo małe dziadek postanowił wziąć je na ślizgawkę. Wrócili po piętnastu minutach. Pierwsze weszły dzieci, obsmarkane od płaczu coś mamrotały o dziadku, za nimi Ojciec z twarzą we krwi, bo rozciął sobie łuk brwiowy. Chciał im pokazać jak trzeba się ślizgać, ale zapomniał, że ma na sobie długi wąski płaszcz.
Jakoś w szkole podstawowej moja siostra przyłapała mnie na oglądaniu pornosa, wypaplała wszystko Ojcu. Nic mi nie powiedział i myślałem, że zapomniał. Kilka miesięcy później wróciłem do domu wściekły ze szkoły, rzuciłem plecakiem i poszedłem do siebie, wszedł Ojciec:
- co się stało?
- nie pójdziemy ze szkoły do kina
- dlaczego?
- bo w Liście Schindlera są śmiałe sceny erotyczne
- co to dla ciebie skoro ty już pornosy oglądasz.
Moich kolegów uczył jak należy rozmawiać przez telefon. Jak ktoś do mnie dzwonił i mówił: - jest Kuba?, odpowiadał, że jest i odkładał słuchawkę. Po czym telefon odzywał się znowu – dzień dobry, mówi Grzegorz, można prosić Kubę?. Po pisemnej maturze pani od polskiego powiedziała, że mamy się zebrać w jednym domu i ona zadzwoni i powie nam jak napisaliśmy jeszcze przed ogłoszeniem wyników. W moim dwunastometrowym pokoju siedziała cała klasa, wszyscy jak na szpilkach z sercem walącym jak telegraf. Zadzwonił telefon (polonistka) – z Kubą poproszę, też odłożył. Jak mówiłem nigdy nie wtrącał się do mojej nauki, ale dzień przed maturą jak wróciłem z imprezy powiedział tylko: - skoro już tak daleko zaszedłeś, to wypadałoby tę maturę zdać. Jak ogłaszali wyniki w szkole i podawałem Mu oceny przez telefon, nie wierzył mi: - mów prawdę, bo matka się denerwuje. Chyba do końca wątpił, że mi się to uda. Kiedy po latach wysłałem do domu dowód wykształcenia wyższego zadzwoniła Matka i powiedziała, że ojcu poleciały łzy, On z daleka krzyczał, że coś mu wpadło do oka.
 Jest bardzo oszczędny w słowach. W okresie przedświątecznym na wszystkie wierszyki i życzenia przesyłane przez znajomych odpisuje; „również”.
p.s.
Dzwoni mama:
- synek, na tej olimpiadzie jeden biegnie na kikutach
- wiem mamo, był w Warszawie niedawno
- ten Pistoriusz?
- tak, a na ile biegną?
- na kawałek, o tata teraz przełączył i znowu w tych ładnych butach skaczą po piasku
- zobacz jak ci czarni zawodnicy biegają, to robi wrażenie
- miałam czarnego kolegę z Korei, Zbyszka
- czarny Koreańczyk, Zbyszek?
- może cos pomyliłam.

Na zdjęciu: 1. Wracamy z Tatą z boksów, obok Malwina
                  2.Ojciec i Zdzisława z wnukami. 

1 komentarz:

  1. jakbym się cofnęła do dzieciństwa :)) wypisz wymaluj TATO :-)))

    OdpowiedzUsuń