niedziela, 7 października 2012

BIEGNIJ WARSZAWO 2012


Ależ to jest genialna impreza. Jak co roku ludzie stawili się uśmiechnięci pomimo nienajlepszej temperatury.

Kombinacji strojów do koszulki startowej miałem chyba ze cztery, od spodni od dresu, poprzez termorajtki aż po krótkie spodenki. Po oględzinach pogody zdecydowałem się odsłonić jednak łydki, bo ta koszulka nie ma dekoltu z żadnej strony, więc nie polecę jak zakonnik.

Zagrzewający w tym roku do boju, zespół weselny był strzałem w dziesiątkę. Bardzo to wszystko brzmiało warszawsko, pomimo greckich przebojów. Biegacze fantastycznie bawili się już na rozgrzewce.
Podział uczestników na Lewo i Prawobrzeżnych też jest świetnym pomysłem na wzmocnienie rywalizacji, choć wsparcie na trasie było bez znaczenia na pochodzenie. Ktokolwiek zwolnił, był przez innych wspierany klepaniem po plecach i oklaskami.

Humor przy odszukiwaniu się w tłumie też jest super, wszyscy wpatrzeni w Irenę Szewińską z pistoletem i ktoś odbiera telefon

- jestem w tłumie, mam czarną koszulkę

Dzieci z banerami zrobionymi kredkami o treści: „Kiedy mama finiszuje to Martyna się raduje”, czy „Biegnijcie, już tylko kawałek” są wspaniałe, ja się wzruszyłem, ale to nie nowość. Są także takie jak: „Czterdziestka to nie wyrok” albo „GO Asia GO Ania GO Andrzej” i dają kopa.

Ja w tym roku pomimo wyselekcjonowanemu doborowi muzyki trochę skisiłem. Trzy razy złapała mnie kolka i musiałem maszerować, ale pomimo tego i kilku kilogramów więcej niż rok temu czas 55: 36 nie jest chyba najgorszy.

Mottem mojego biegu okazało się „Hold back tears move in the right direction”, ale dobiegłem. Piękne są też wypisywane na koszulkach maszerujących intencje biegu: “Dla Mamy”, „Na zdrowie” czy “Dla alkoholików” – dziękujemy, Wasze zdrowie.

Dzieci wyciągające ręce na trasie, żeby przybić im piątkę dają power. Przynajmniej takim miękkim waflom jak ja.

Obiecuje, że w przyszłym roku przygotuję się lepiej i złamie czas pięćdziesięciu minut. Dziękuję także tym pięknym łydkom w czarnych podkolanówkach z napisem Adidas – byłyście dla mnie tym, czym jest fejk zając dla hartów na wyścigach.

Okazuje się, że nie jest to tylko impreza dla szczupłych, FAT POWER!.

W domu telefon

- cześć Biegnij Warszawo, dałeś rade?
- tak, ale czekam na wynik
- nie przeziębiłeś się przy tej temperaturze?
- trochę boli mnie gardło, ale mam już gorącą kawkę i leże pod kocem
- to Leż Warszawo.

p.s.
Gratuluję Spartanom, to, co robicie dla dzieci jest super, do zobaczenia za rok.

p.s.2
Blog przekroczył 10.000 wejść, Dziękuje WAM bardzo silnie.



6 komentarzy:

  1. Trafiła tu z FB Biegnij Warszawo (tak tak pewnie mijałeś mnie gdzieś po drodze, bo czas mam troszkę gorszy) i Leżę. Mnie najbardziej rozbawił chłopak na podbiegu na Belwederskiej, który zapytał krzycząc: kto jest z Warszawy i może mu powiedzieć ,czy to jest TEN podbieg i czy dalej to już będzie płasko ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo, dumna!!! Ale jak to nie stało że podszedłeś do tych żelaznych panów???

    OdpowiedzUsuń