czwartek, 27 czerwca 2013

ROK I KRÓTKA PRZERWA


            Zdzisława mi powiedziała, że na swoje pierwsze urodziny wyjąłem książkę. Kiedyś to zwiastowało, że dziecko będzie pisarzem. Coś w tym musi być, bo choć dopiero w wieku lat trzydziestu, to jednak odkryłem, że pisanie (wprawdzie bloga) jest bardzo przyjemne.

            Przez ten cały rok wydarzyło się mnóstwo fajnych rzeczy. Nigdy nie miałem specjalnie oporów, żeby mówić o sobie. Nawet, jeśli miałbym się ośmieszyć, bo lubię jak ludzie się śmieją, nawet wtedy, kiedy robią to ze mnie. Opowiadałem Wam o tym jak występowałem u Jandy, co wyprawiałem w szkole i na studiach. O roku w armii, który obfitował w kosmiczne sytuacje. Polubiliście Zdzisławę i mojego Tate, zmagania z nadwagą i tolerowaliście wpisy mniej zabawne.

            Najpierw zaskakiwało mnie to skąd ludzie otwierają stronę bloga. Dostaje raporty o tym, kto i skąd go czyta. Z jakiego korzysta komputera, ile ma lat, w jakim loguje się mieście, albo jaki ma telefon. Pojawiały się Indie i Australia i zastanawiało mnie jak oni to czytają?. Później ktoś mi wyjaśnił, że firmy mają serwery w różnych miejscach i to, że wyświetla się Argentyna może oznaczać, że czytelnik jest na Żoliborzu, albo w Radomiu. Choć znam takich, którzy naprawdę czytają mnie w Anglii, Francji, Ameryce czy Czechach.

            Na początku nie zdawałem sobie sprawy z tego zasięgu i skromnie wyznam, że zaskoczyło mnie jak mnie odebraliście. Myślałem, że bezkarnie mogę sobie wypisywać wszystko bez konsekwencji, aż na jakiejś imprezie laska stojąca obok na papierosie powiedziała po czyjejś historii: - zupełnie jak u ciebie w wojsku. Zastanowiło mnie najpierw skąd ona to wie, w wojsku ze mną nie była?, Aż dotarło do mnie, że mam tak jakby grupę znajomych, których nigdy nie widziałem a wiedzą o mnie wszystko.

            Bliscy też nie zostali oszczędzeni. Wieść o blogu rozniosła się w stronach rodzinnych i siostra z matką nie mogą uniknąć komentarzy wychodząc przed blok z psem. Jak wyobrażę sobie liczbę czytających na żywo to moglibyśmy już razem zrobić niezły bal.

            Zaczęło się od wpisu na facebooku dotyczącym Muzeum Narodowego. Leżałem w łóżku i Monia napisała do mnie: - Bloga powinieneś pisać. Nie trzeba mi było dwa razy mówić, pięć minut później już był. Niestety nazwa została także wymyślona równie szybko. Okazało się później, że blogów o takiej nazwie jest w Polsce kilkaset a teraz na zmianę już za późno.

            Dostałem przez ten rok mnóstwo maili, po wypadku było apogeum. Ciężarne pisały, że płaczą, Dresy, że obiją mi łeb. Były propozycje wspólnych wakacji, kolacji a nawet randek. Jeden fan- mail posłużył mojej siostrze do wytłumaczenia swojej córce jak nierealna jest książka „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, bo jak powiedziała: realia masz u wujka. Z grzeczności nie przytoczę treści.

            Dzięki uprzejmości Maćka Nowaka dwa razy cytowała mnie Wyborcza. Kilka razy portale lotnicze i fanpejdże biur podróży. Od tej niespodziewanej popularności zacząłem się kontrolować wymieniając nazwiska znajomych. Nie mniej jednak zasady mojego pisania do Was się nie zmieniły. Nie zmyślam, jak czegoś nie mogę opisać jak było po prostu o tym nie piszę. Dopiero raz osądzono mnie o kłamstwo i później zostało to sprostowane, miałem rację. Pojawił się tylko jeden hejter, który niestety swój wpis wykasował. Szkoda, bo przez to blog był bardziej ludzki. W słodzenie nikt nie wierzy. Pisze, kiedy mam na to ochotę i opisuje, co tylko chcę. Nie ma ustalonych terminów i tematów. Choć dostawałem maile o treści: „zakłóca mi pan rytm pracy, proszę pisać, co trzeci dzień, bo mi żona każe w piątek sprzątać a tak to czyta ze mną.”.

            Jest jeszcze bardzo dużo rzeczy, o których chciałbym Wam opowiedzieć. Sporo rzeczy mnie wkurza (reklama plastra na katar), bawi (kiedy Gucwińska mówiła: „Krokodyl posługuje się drugo powieko zwano migawko”). Mam marzenia, spotykam nowe osoby i odwiedzam nowe miejsca. Mój wypominany przez matkę słomiany zapał nijak ma się do pisania, bo ciągle mi się chce.

            Pojawiła się niestety ostatnio bardzo absorbująca mnie czynność i będę musiał na chwile zniknąć. Nie będę pisał najwyżej miesiąc. Mam nadzieje, że poczekacie na mnie i będziecie tu jak tylko się ogarnę.

            Bardzo Wam za ten rok dziękuję. Za podzielanie poczucia humoru, komentarze, lajki.

Kuba.

p.s.
Przepraszam wszystkich, którzy zostali już opisani a jeszcze o tym nie wiedzą. Mam nadzieję, że będziecie mi nadal mówić „cześć” na mieście. 

4 komentarze:

  1. Dobra! Załatwiaj te swoje sprawy i wracaj

    OdpowiedzUsuń
  2. Umówmy się na 2 tygodnie, ok? Bo nie tylko ten facet, co mu żona już teraz codziennie sprzątać każe, się zapłacze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednak chyba miesiąc. bardzo przepraszam.

      Usuń
  3. w Barcelonie tez czytam... i tez przez Monike... nie wiem czy ta sama, ale co za róznica...
    pozdro.es
    Karol

    OdpowiedzUsuń